Każdy lider zna to uczucie – ekscytację płynącą z rosnących słupków sprzedaży i ekspansji na nowe rynki. Ale znamy też ciemniejszą stronę tego medalu: moment, w którym dotychczasowe procesy, niczym zużyta maszyneria, zaczynają zgrzytać pod naporem skali. Zgłosił się do nas klient MAG-SELL, lider w produkcji filamentów do druku 3D, który znalazł się dokładnie w tym punkcie krytycznym.
Firma odnosiła sukcesy, zdobywając rynki Europy Zachodniej, ale za fasadą wzrostu krył się operacyjny chaos. Był to chaos, który nie tylko generował wymierne straty finansowe, ale także podkopywał morale zespołu i zagrażał relacjom z kluczowymi dystrybutorami. MAG-SELL stanęło przed wyborem: albo zaryzykować utratę płynności i reputacji, pogrążając się w nieładzie, albo zainwestować w fundamentalną zmianę, która pozwoliłaby odzyskać kontrolę i otworzyć zupełnie nowe perspektywy. To historia o tym, jak podjęli to drugie, odważne wyzwanie i jak, krok po kroku, przeprowadziliśmy ich przez kompleksową transformację cyfrową.
Aby zrozumieć skalę problemu, musieliśmy zanurzyć się w codzienność operacyjną MAG-SELL. To, co na pierwszy rzut oka wydawało się serią drobnych niedociągnięć, po głębszej analizie okazało się systemowym nowotworem, toczącym firmę od środka.
Podstawowym źródłem problemów był brak zintegrowanego systemu do zarządzania magazynem (WMS) – zarówno surowców, jak i gotowych produktów. Granulat, kluczowy materiał produkcyjny, był przyjmowany i wydawany bez precyzyjnej ewidencji. Skutek? Materiał dosłownie „znikał”. Różnice inwentaryzacyjne na niektórych zmianach sięgały alarmujących 18%. Kadra zarządzająca, nie mając twardych danych, obwiniała pracowników o niedbalstwo, co prowadziło do narastających konfliktów i spadku motywacji. Zespół czuł się niesłusznie oskarżany, a menedżerowie bezradni.
Chaos przenosił się na linię produkcyjną. Operatorzy pracowali na maszynach, ale zarządzanie procesem opierało się na notatkach i arkuszach kalkulacyjnych. Po wyprodukowaniu, przemysłowych szpul filamentu, następował najbardziej bolesny etap. Wyobraźmy sobie szpulę o wadze kilku kilogramów. Zgodnie ze starym procesem, jeśli zamówienie B2B opiewało na określoną, standardową długość, to końcówka nawoju – często będąca pełnowartościowym odcinkiem – była traktowana jako odpad i po prostu wyrzucana.
Co gorsza, brakowało mechanizmu, który pozwoliłby te „odpady” przekształcić w produkt dla klienta detalicznego. Próby ręcznego cięcia i przewijania na mniejsze szpule na potrzeby testowych zamówień B2C generowały kolejne straty czasu i materiału. W efekcie, firma nie tylko marnowała surowiec, ale także gotowy, przetworzony produkt. Sumaryczne straty poprodukcyjne, uwzględniające zarówno odpady technologiczne (ok. 8%), jak i te wynikające z nieefektywnego podziału (ok. 7%), sięgały łącznie 15% całości produkcji. To tak, jakby co siódma ciężarówka z gotowym towarem zjeżdżała prosto na wysypisko.
Ten wewnętrzny paraliż miał druzgocące skutki zewnętrzne:

MAG-SELL, nauczone bolesnymi doświadczeniami, podchodziło do wyboru partnera technologicznego z ogromną ostrożnością. Największą obawą było trafienie na nierzetelnego dostawcę, który wykorzysta ich brak kompetencji w IT, zainkasuje środki i pozostawi z niedziałającym, nieprzystającym do realiów systemem. Potrzebowali kogoś, kto weźmie pełną odpowiedzialność – od doradztwa, przez dostawę sprzętu, aż po stworzenie i wdrożenie dedykowanego oprogramowania.
Nasze podejście, oparte na trzech filarach – GOTOMA General (doradztwo i sprzęt), Codarius (e-commerce) i GOTOMA Software House (oprogramowanie) – idealnie odpowiadało na tę potrzebę. Zrozumieliśmy, że MAG-SELL nie potrzebuje po prostu programu. Potrzebowali partnera, który przeprowadzi ich przez cały proces, edukując, szkoląc i wdrażając zmiany krok po kroku.
Kluczowym elementem, który zadecydował o wyborze naszej firmy, było nieszablonowe podejście do prezentacji oferty. Zamiast zasypywać klienta dziesiątkami slajdów i obietnic, dostarczyliśmy działające wersje demonstracyjne kluczowych modułów systemu – tzw. „Proof of Concept” (PoC). Pozwoliliśmy im dotknąć przyszłości. Menedżerowie i pracownicy mogli na własne oczy zobaczyć, jak mogłoby wyglądać ewidencjonowanie materiału za pomocą czytnika RFID, jak intuicyjny może być panel do raportowania produkcji na tablecie i jak dane z tych operacji w czasie rzeczywistym pojawiają się w centralnym systemie. To namacalne doświadczenie rozwiało ich obawy i zbudowało fundament zaufania, niezbędny przy tak długofalowym projekcie.
Architektura rozwiązania została zaprojektowana tak, by stworzyć cyfrowy krwiobieg dla całej organizacji, eliminując silosy informacyjne i zapewniając jedno, spójne źródło prawdy. Trzonem systemu stała się zintegrowana platforma składająca się z trzech, ściśle współpracujących ze sobą komponentów:
Całość miała być spięta jednym, centralnym panelem administracyjnym oraz uzupełniona o aplikację mobilną dla pracowników magazynu, pozwalającą na wykonywanie operacji (np. skanowanie, lokalizacja towaru, zmiana statusu) bezpośrednio na hali.

Na tę solidną strukturę nałożyliśmy warstwę sztucznej inteligencji, która miała wynieść optymalizację na zupełnie nowy poziom. Zaproponowaliśmy wykorzystanie AI w trzech kluczowych obszarach:
Tak zarysowany, ambitny plan stał się naszą mapą drogową na najbliższe dwa lata współpracy.
W drugiej części naszego case study zdradzimy jak przebiegała dalej ta współpraca.
Chcesz dowiedzieć się więcej? Zapraszamy do kontaktu z naszymi specjalistami.